Staram się zajrzeć w przeszłość, zadając sobie zasadnicze pytanie, kiedy tak naprawdę zacząłem gotować? Kiedy był ten tzw. Mój Pierwszy Raz?

Tutaj o ile mnie pamięć nie zawodzi, bo przecież to już tak dawno, zamierzchłe czasy 🙂 Stało się to, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Moja siostra, która jest ode mnie dużo starsza, bardzo szybko chciała mnie usamodzielnić i uczyła mnie jak przygotować sobie śniadanie czy kolację.

Pamiętam doskonale, że o ile to było dla mnie na początku interesujące to najdłuższą metę, już niestety nie koniecznie 😉 Moje dzieciństwo przebiegało w czasach PRLu czyli w okresie braku rozwoju kulinarnego.

Pamiętam jak w Sopocie w którym jako dziecko  dorastałem, chodziliśmy z moją siostrą na pierwszego i jedynego prawdopodobnie w tej części świata kebaba prowadzonego przez Araba. Zachwycaliśmy się jego oryginalnym  smakiem, tutaj niestety muszę go porównać do dzisiejszych kebabów tak wszechobecnych w naszym kraju, różnił się i czy był ów kebab naprawdę dobrze zrobiony? Tego nie jestem pewien, ale na pewno w obliczu PRLowskiej gastronomii rewelacyjnie nam smakował.

W Sopocie  latach 70-tych namiętnie chodziliśmy również na Pizzę do Bułgara Borysa. Bar ten funkcjonował przez wiele sezonów, dosłownie sąsiadował z wyżej wspominanym Kebabem. Pamiętam wygląd i smak tej pizzy, jak również ogromne kolejki ludzi stojących do kasy i czekających na swoje zamówione ,,trójkąty”. Dlaczego trójkąty? Bowiem owa pizza była wypiekana na dużych prostokątnych blachach w cukierniczym piecu i krojona na tzw. trójkąty. Niestety ku naszemu rozczarowaniu porcje te były z roku na rok coraz mniejsze oraz brakowało na nich farszu i sera, no cóż ale takie to były czasy PRLu. Pizza ta miała natomiast charakterystyczną strukturę ciasta. Grube i puszyste, dobrze wyrośnięte i wilgotne, posiadało duże pory niczym gąbka, z pewnością nie była to Pizza włoska. Smakowała nam jednak niczym najlepsza margherita.

Siostra postanowiła kiedyś zrobić własną Pizzę u nas  domu, dzisiaj już tego nie pamiętam dokładnie, być może chciałanam zaimponować i tym samym zdobyła od kogoś kto tam pracował przepis i recepturę i taką Pizzę zrobiliśmy sami, mmm… co to był za smak i zapach w całym domu 🙂 Trochę się coprawda przypaliła w nierówno pieczącym gazowym piekarniku 🙂 ale zjedzona była natychmiast!

W ten sposób będąc 13 latkiem poznałem technikę przygotowywania owej Pizzy i robiłem ją następnie już samodzielnie. Zapraszałem kolegów z sąsiedztwa na degustację, przychodzili z resztą chętnie i połykali ją łakomie. Trójkąty i kwadraty znikały w oczach 🙂 Ja zaś z czasem nabrałem doświadczenia i przestałem już ją przypalać, a ciasto wychodziło coraz lepsze.

Miałem w tamtym czasie kolegę, którego ojciec był fascynatem Pizzy. Gdy dowiedział się, że robię takie rzeczy natychmiast zaprosił mnie do swojej willi, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem ogromnych, jak na nasze PRLowskie warunki domowe, rozmiarów kuchnię,. To była po prostu BAJKA.

Tam miałem zrobić już wówczas swoja popisową Pizzę, a Pan gospodarz, majętny jegomość, zaprosił na tę okoliczność znajomych i przyjaciół, którzy zajadali potrawę przygotowaną przez młodego chłopca.

Czy była smaczna ? Tego już nie napiszę 🙂 ale do jednego się przyznam: to był mój pierwszy raz i odkrycie w sobie pasji 🙂

Piszcie w komentarzach czy pamiętacie słynną PRLowską pizzę „Trójkąty”

Pozdrawiam serdecznie,

Tomasz Szydzikowski